Cykl „Spotkania Ginger Up studio” otwiera:

Aleksandra Kmiecik

projektantka mody

 

 

Krótko mówiąc „Spotkania Ginger Up Studio” to cykl o dziewczynach, które można spotkać w studio. Kreatywne, z pasją, a do tego dzielnie trenują! Na pierwszy ogień idzie Ola! Tak się składa, że dziś (29.01) ma urodziny! Czego można jej życzyć? Kariery na miarę YSL i zdrowych pleców, bez stresu ;)

Jak się zaczęła Twoja przygoda z projektowaniem?

Zawsze lubiłam kredki i rysować, i lepić z gliny i modeliny, dłubać i ubierać lalki. Jedyne, czego nienawidziłam, to wyklejanki z papieru kolorowego w przedszkolu, bo zawsze mi się ten papier kleił do palców. Pamiętam za to do dziś, jak się zaparłam i przyniosłam do domu taką wyklejoną z wydzieranych kawałków kolorowego papieru truskawkę. Byłam dumna, że to ogarnęłam! ;)

Projektantką zawsze chciałam być, od podstawówki, chociaż nie wiedziałam wtedy jeszcze, o co w tym wszystkim chodzi. Przez całą szkołę chodziłam na kółko plastyczne, a w drugiej klasie liceum moja mama zagadnęła, że jeśli chcę zdawać na ASP, to trzeba by się zabrać za przygotowania. Znalazła mi kurs i świetnego nauczyciela, i tak to już poszło dalej. A później krok po kroku realizowałam swój plan, nie wiedząc jeszcze, czym to pachnie. Na studiach wkręciłam się w organizację łódzkiego FASHION WEEK i to mnie zaczęło bardzo pasjonować. W międzyczasie trochę pomagałam w stylizacji pokazów, albo sesji zdjęciowych. Miałam bardzo dobrze ocenioną kolekcję dyplomową, którą postanowiłam powiększyć i zgłosić do udziału w FASHION WEEK właśnie. Dostałam się, miałam pokaz i tak to się zaczęło.

Później dzięki różnym kontaktom dołączyłam do ekipy kostiumografów programu You Can Dance i przeżyłam przygodę życia, poznałam niesamowitych ludzi, z którymi do dziś zdarza mi się pracować. I chociaż cały czas projektuję, regularnie wypuszczam kolekcje, to w międzyczasie stylizuję, projektuję kostiumy ect.

Jak wygląda twój dzień?

Zawsze zaczynam od sprawdzenia jakie trendy będą obowiązywać na dany sezon, przetrawiam je i przekładam na własny styl, potrzeby klientek i to, co się sprzedaje. Później to wszystko muszę sobie narysować, ocenić, czy kolory ze sobą grają, czy to wszystko w ogóle do siebie pasuje. Bez względu na to, czy tworzę dużą kolekcję na pokaz, czy mini kolekcję do sprzedaży, wszystko to musi się zamykać w całość. W międzyczasie szukam tkanin, a czasami już je mam, bo czasami sama tkanina lub dzianina mnie inspiruje. Następnie przekładam to na papier, później kroję i oddaję na szwalnię. Później trzeba jeszcze dopatrywać, czy wszystko jest tak, jak chciałam, bo choć patrząc na rysunek wydawało się, że to dobry pomysł, czasem na żywo wygląda to dziwacznie. Później sesja zdjęciowa, obróbka, wrzucanie produktów na sklepy, posty na fejsa, reklamy, cuda wianki. Muszę podkreślić, że na każdym kroku totalnie pomagają mi ludzie, z którymi współpracuję, znajomi, przyjaciele i to jest cudowne!

Co ci inspiruje

Wszystko! Naprawdę! Czasami nawet mi się zdarza, że coś mi się przywidzi, bo jestem krótkowidzem i nie widzę czegoś dobrze. Jak podejdę bliżej, okazuje się, że wygląda to zupełnie inaczej tak naprawdę, no ale ja mam już pomysł w głowie :D

Gdzie ci się najlepiej pracuję. Czy twoja pracowania powstała z jakiejś wizji, miałaś plan jak miała wyglądać. Np ze musi być duże okno i widok na plażę? 

Haha! Chciałam mieć duże okno, to fakt. Zawsze chciałam mieć pracownię w starej fabryce, co prawda w moich myślach to była fabryka z czerwonej cegły, ale nie narzekam, bo trafiłam super! Pracownia miała mieć białe ściany i pastelowe dodatki, i tak jest. Przez te wszystkie lata oczywiście nagromadziło się w niej mnóstwo rzeczy, ale dzięki temu to miejsce jest moje :)

Co cię podkusiło żeby przyjść do Ginger ? :D 

Namówiła mnie moja przyjaciółka, która do Ciebie wcześniej chodziła. Bo chciałam gdzieś chodzić, ale samej to zawsze smutno, a u Ciebie na dodatek są koty! No i ja bardzo lubię takie ćwiczenia, przy których jest rytm, to bardzo mnie nakręca. Na co dzień jestem raczej statyczna, ale jak np. mam jakieś zlecenie pracy przy reklamie, czy programie, to wtedy muszę zasuwać jak motorek po kilkanaście godzin z pięcioma pełnymi torbami z ikei na grzbiecie i to często kończyło się bólami wszelakimi, więc uznałam, że przyda mi się trochę ruchu w międzyczasie. Jako że od dziecka byłam zawsze najwyższa, bardzo długo wyższa nawet od chłopaków, to od dawna się garbię i przez to często bolą mnie plecy. A praca przy komputerze, albo nad rysunkami, albo przy krojeniu nie pomaga, a tylko pogarsza ten stan. I cieszę się bardzo, że trafiłam do Ciebie i staram się jak najczęściej mobilizować, chociaż wiadomo, ze bywa różnie. Po zajęciach jestem zmęczona na maksa, ale też nakręcona, dzięki fajnej muzie i rytmicznym ćwiczeniom. Muszę przyznać, że często mam zakwasy giganty przez następne dwa dni, ale ja to akurat lubię, bo przynajmniej wtedy czuję, że gdzieś tam jeszcze mam mięśnie i że one działają.

Dzięki Ola!

Pamiętajcie, że możecie dołączyć do Oli w każdej chwili ;)

 

error: kopiowanie wyłączone